Dom czarny.Nie straszy.Tylko stoi.
Na Koskowej.Trochę nad Bogdanówką.Trochę nad światem.
Dach długi —okap aż cień robijak kapelusz beskidzki.
Łańcuch przy rynniedzwoni wodą.Kap.Kap.Kaplica deszczu.
Okna wielkie.Tatry wchodzą do środkabez pukania.
Taras kamiennygrzeje się wieczorem.Kot by leżał.Człowiek też.
A las dookołaszumi jak dawniej,tylko dom nowy.I czarny.Jakby go noc postawiła.